środa, 30 września 2015

Seria Drabble 1/5

   Małżeństwo Malfoy, wraz z synem podjechało pod stację King's Cross. Szatynka wysiadła z auta pierwsza, a zaraz po niej zrobili to Draco i Scorpius. Cała trójka skierowała się na stację. 
- Śmiało - Mówiła do syna, który stał niepewnie pomiędzy peronami 9, a 10.
Blondyn niepewnie ruszył w stronę barierki. Minutę później zniknął za ścianą z rodzicami za ścianą. 
   Rodzina stała przed czerwonym pociągiem.
- Kochamy Cię - powiedziała z troską w głosie Miona.
- Ale jak nie trafisz do Slytherin'u to cię wydziedziczę - zagroził mężczyzna. 
- Draco!? - skarciła męża wzrokiem szatynka - Nie przejmuj się skarbie, tata robi sobie GŁUPIE żarty. 
I ucałowała syna w czoło.  




 _____________________________________________________________________________
 Hej ! Jak się Wam podoba moje pierwsze Drabble ?! 
Mam nadzieję, że bardzo :) Następne pojawi się, gdy pod 
tym będzie 3 komentarze :) 
Dziękuję za uwagę :) 
~MonnyGirl  





niedziela, 27 września 2015

Miniaturka I

     Dziś mija równo pięćdziesiąt lat od tego parszywego dnia. Pięćdziesiąt lat odkąd ostatni raz czułem jej dotyk, słyszałem jej szczery śmiech.Minęło pół wieku, a nie było dnia, w którym bym  o niej nie myślał.Zasypiając mam jej obraz przed oczami,budząc się ciągle mam nadzieję,że zobaczę ją,leżącą po drugiej stronie łóżka.Złudne nadzieje. 
  Spoglądam na jej portret,wiszący nad telewizorem.Uśmiecha się szeroko, siedząc na moim starym motorze i macha do obiektywu.Żywe wspomnienia.Ile dałbym za jeszcze chociaż jeden pocałunek.Za dziesięć minut spędzonych razem.Wstaję z mojego starego fotela i podchodzę do kulawego stolika,na którym stoi biały wazon, a w nim pięć czerwonych róż.Cztery z nich są już zwiędłe,ostatnia z nich jest bardzo okazała.
Wyjmuję ją z wazonu i idę w stronę drzwi. Po drodze zatrzymuję się przy wieszaku i przyodziewam kapelusz i brązowoszary płaszcz. Ostatkami sił, otwieram wielkie, drewniane drzwi, z kołatką w kształcie lwa i wychodzę na moje okazałe  podwórze.Uderza mnie zapach spalin.Brama,automatycznie się przede mną otwiera,a następnie zamyka, gdy wychodzę na chodnik.W pomarszczonej dłoni ściskam czerwony kwiat.Kolce wbijają mi się w palce,mimo to czuję,że zasłużyłem na ten ból. Idę, mijając place zabaw,na których bawią się pokrzykujące z uciechy dzieci. Zatrzymuję się, aby złapać oddech i obserwuję przechodniów. Jakaś kobieta karmi gołębie, ktoś inny jedzie rowerem
   Przechodzę tuż obok mostu "zakochanych" i coś każe mi tam wejść.Gdy znajduję się tuż przy barierce,dostrzegam naszą kłódkę.Jest już zardzewiała,a czas zatarł litery.Do tej pory pamiętam co jest tam napisane "D.M+H.G". Nie wiem, czy mam się śmiać,czy płakać.W oczach mam łzy,mimo to idę dalej. Przechodzę obok kościoła i wchodzę na cmentarz.Wędruję alejkami, mijając zarówno nowe jak i stare mogiły. Wreszcie dochodzę do celu mojej podróży.Mam przed sobą grób,z przed pięćdziesięciu lat.Na jego tafli leży zwiędła róża.Podnoszę ją, a na jej miejsce kładę tą okazałą i piękną.Wyjmuję z kieszeni płaszcza nieskazitelnie białą,bawełnianą chusteczkę i wycieram nią warstwę kurzu,osiadłą na pomniku. Napis głosi : 
  "Hermiona Jane Granger.
19 września 1979 - 20 listopada 2001
"Śmierć nie czyni nas gorszym, 
ale otwiera drzwi do nowego,
lepszego świata"

Przełykam głośno ślinę,a łzy zaczynają płynąć po moich policzkach.Nie zauważam nawet,że obok mnie stanęła młoda dziewczyna. 

- Proszę,nie płakać - mówi cichym,jakby znajomym głosem 

Ocieram wierzchem dłoni łzy. 

- To pana żona ? - Pyta zaciekawiona.

- Nie. - Odpowiadam krótko. 

- Bardzo pan ją kochał, nieprawdaż ? 

- Nawet nie wiesz jak bardzo, dziecko - Mówię słabym głosem.

Pierwszy raz patrzę dziewczynie w twarz.Brązowe loki,opadają na uśmiechniętą twarz.Ten sam uśmiech.Wpadam w paranoję!Wszędzie ją widzę.

- Pójdę już - Informuje. - Do widzenia! 

- Do widzenia - Odpowiadam,a moje spojrzenie przenosi się z powrotem na grób. 
   
   Przez chwilę wsłuchuję się w świszczący wiatr.Rozglądam się dookoła, jakaś starsza kobieta zapala znicz.Prócz niej nikogo nie ma. Zbliżam się do mogiły i mówię cicho : 

- Pamiętaj, kocham i nie zapomnę ! Przepraszam ... za wszystko !!! 

Wspomnienia wracają.To boli, bardzo. 

20 listpoada 2001 roku 

   Wsiadam na mój nowiutki mugolski motor i rozkoszuję się wyciem silnika.
Wciskam pedał gazu i ruszam. Czuję na swoim ciele wiatr. Pędzę ulicami Londynu.Zatrzymuję się przy galerii handlowej, a ona wsiada na motor obejmuje mnie w pasie. Jadę zdecydowanie za szybko. Sam nie wiem, czy chcę jej zaimponować, ale czym ? Własną głupotą?! Próbuję wyhamować. Boże! Czemu hamulec nie działa?! Hermiona orientuje się,że coś jest nie tak, ale próbuje zachować zdrowy rozsądek.Zaczynam panikować.Na pewno rozbijemy się,mimo to jadę dalej.Nie wiem jakim cudem, ale udaje mi się wyjechać za Londyn.Jakiś samochód zatrzymuje się na poboczu,chcę go wyminąć,ale po raz kolejny motor się buntuje.Pędzimy wprost na drzewo. 

   Niczego więcej nie pamiętam.Wiem,że obudziłem się kilkanaście dni później.Nie było ze mną źle,czego nie można było powiedzieć o niej.Leżała na OIOM-ie przez miesiąc.Przegrała walkę. Ja ją zabiłem!!! 
   Wychodzę z cmentarza i wracam taksówką do domu.
Zwiędłą różę odkładam do wazonu,a tuż obok niej wyczarowuje nową,piękną i czerwoną.Siadam w fotelu, a moja gosposia - Morgan, przynosi mi herbatę.Wpatruję się w zegar tak długo,że tracę poczucie czasu.Morgan wychodzi popołudniu,a ja nadal tkwię w tym cholernym,starym fotelu.
   Przez pięćdziesiąt lat chciałem umrzeć,ale moje ciało się buntowało.
Teraz czuję, że do niej odchodzę.Nadal mnie kocha?A może nie wybaczyła mi tego,co jej zrobiłem?
   Odchodzę z nadzieją,że nadal mnie kocha.Ona potrafiła wybaczać.Mnie też wybaczy,znam ją.Zamykam oczy i widzę ją przed sobą.Jest uśmiechnięta, wyciąga swoją dłoń w moim kierunku,czyli nadal kocha. Nigdy nie przestała.



__________________________________________________________________

Dziękuję, za wszystkie komentarze.Zarówno te pozytywne, jak i negatywne.
Jeśli zauważyliście jakiś błąd, po prostu napiszcie :) 
~MonnyGirl